Trybunał Konstytucyjny – ostatni bastion wpływów PiS?

Tags: ,

Trybunał Konstytucyjny – ostatni bastion wpływów PiS?

W ostatnich dniach przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego przy al. Szucha spór o skład tego organu przybiera coraz ostrzejszą formę. Jarosław Kaczyński mówi o „zabezpieczeniu Polski raz na zawsze” i „czarnej historii demokracji”, a środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością organizują protesty przeciwko dopuszczeniu do orzekania sędziów wybranych przez Sejm obecnej kadencji.

Prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuszcza nowych sędziów do wykonywania obowiązków, a prezydent Karol Nawrocki odmawia odebrania ślubowania od części osób wybranych przez Sejm. Spór toczy się w czasie, gdy kolejne kadencje sędziów Trybunału dobiegają końca, a parlament dokonuje wyboru ich następców.

Warto jednak spojrzeć na ten konflikt bez przyjmowania za dobrą monetę retoryki o „zamachu na praworządność”. Nie jest to bowiem wyłącznie spór o procedurę wyboru sędziów. To także konsekwencja wieloletniego kryzysu ustrojowego, który doprowadził do podważenia niezależności Trybunału Konstytucyjnego i osłabienia jego autorytetu.

Od 2015 r. PiS konsekwentnie zmieniało sposób funkcjonowania Trybunału, a kolejne spory dotyczące jego składu i orzecznictwa prowadziły do coraz głębszego konfliktu z krajowymi i europejskimi standardami niezależności sądownictwa. Dziś stawką jest nie tylko obsada stanowisk sędziowskich, lecz także przyszła rola Trybunału w systemie władzy. Z perspektywy politycznej utrzymanie wpływu na ten organ może mieć istotne znaczenie dla możliwości blokowania zmian legislacyjnych oraz kwestionowania działań obecnej większości rządzącej.

Jak doszło do kryzysu w Trybunale Konstytucyjnym?

Początki obecnego kryzysu sięgają 2015 r., kiedy Sejm VII kadencji wybrał pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. W wyroku z 3 grudnia 2015 r. w sprawie K 34/15 Trybunał uznał podstawę prawną wyboru trzech sędziów za zgodną z Konstytucją, natomiast w odniesieniu do dwóch pozostałych zakwestionował dopuszczalność dokonania wyboru przed upływem kadencji ich poprzedników.

Mimo tego rozstrzygnięcia Sejm VIII kadencji podjął uchwały kwestionujące wcześniejsze wybory i wybrał kolejnych kandydatów, również na miejsca, które zostały już prawidłowo obsadzone. Prezydent Andrzej Duda odebrał od nich ślubowanie. W rezultacie do Trybunału weszły osoby określane jako sędziowie dublerzy. Spór o legalność ich wyboru stał się jednym z najpoważniejszych źródeł kryzysu konstytucyjnego w Polsce.

Kolejnym etapem było objęcie funkcji prezesa TK przez Julię Przyłębską. Okoliczności jej wyboru, sposób organizacji pracy Trybunału oraz wyznaczania składów orzekających przez lata budziły poważne zastrzeżenia. Krytykowano również brak przejrzystości w zarządzaniu postępowaniami oraz rozstrzygnięcia, których skutki odpowiadały interesom politycznym ówczesnej większości parlamentarnej.

Szczególne kontrowersje wywołały orzeczenia dotyczące prawa do przerywania ciąży oraz relacji między prawem krajowym a prawem Unii Europejskiej. Wątpliwości dotyczące statusu Trybunału nie ograniczały się przy tym do oceny jego działalności politycznej. Dotyczyły również fundamentalnych wymogów ustrojowych, w tym prawa do rozpoznania sprawy przez niezależny i bezstronny sąd ustanowiony ustawą.

Istotne znaczenie ma w tym kontekście wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 18 grudnia 2025 r. w sprawie C-448/23. TSUE stwierdził, że Polska uchybiła zobowiązaniom wynikającym z prawa Unii, odnosząc się m.in. do orzecznictwa polskiego Trybunału Konstytucyjnego podważającego wiążący charakter rozstrzygnięć TSUE oraz do wymogu niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy ustawy. Trybunał wskazał wprost na nieprawidłowości dotyczące procedury powołania trzech sędziów TK w grudniu 2015 r. oraz prezesa Trybunału w grudniu 2016 r.

Orzeczenie to potwierdziło, że zastrzeżenia dotyczące funkcjonowania TK mają wymiar nie tylko krajowy, lecz także europejski.

Nie była to zatem jedynie reforma organizacyjna. Zmiany wprowadzone po 2015 r. doprowadziły do trwałego sporu o legalność obsady Trybunału, jego niezależność i granice dopuszczalnego wpływu władzy politycznej na sądownictwo konstytucyjne.

Co dzieje się obecnie i dlaczego PiS broni dotychczasowego układu?

Wraz z upływem kadencji kolejnych sędziów Sejm obecnej kadencji dokonuje wyboru ich następców na podstawie art. 194 ust. 1 Konstytucji RP. W marcu 2026 r. Sejm wybrał sześciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie od dwóch z nich, natomiast wobec pozostałych czterech procedura stała się przedmiotem kolejnego sporu ustrojowego.

9 kwietnia 2026 r. czterech sędziów, od których Prezydent nie odebrał ślubowania, złożyło je w Sejmie, w obecności notariusza, Marszałka Sejmu i innych osób. Ślubowanie zostało skierowane do Prezydenta, a poświadczone notarialnie dokumenty przekazano następnie do Kancelarii Prezydenta. Mimo to osoby te nie zostały dopuszczone do wykonywania obowiązków sędziowskich.

Kolejnym przykładem jest wybór Macieja Berka przez Sejm 4 września 2026 r. Wobec nieustalenia przez Prezydenta terminu odebrania ślubowania Berek złożył je 14 października w Sejmie, deklarując, że składa je wobec Prezydenta RP. Także ta czynność stała się przedmiotem sporu o skutki prawne ślubowania oraz możliwość rozpoczęcia wykonywania obowiązków sędziowskich.

Ważne znaczenie dla oceny tego konfliktu ma opinia Komisji Weneckiej z 13 października 2026 r., dotycząca uprawnień Prezydenta w procedurze ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Komisja wyraźnie rozdzieliła konstytucyjną kompetencję Sejmu do wyboru sędziów od ustawowego wymogu złożenia przez nich ślubowania. Podkreśliła, że udział Prezydenta w tej procedurze nie upoważnia go do kontrolowania wyboru dokonanego przez parlament ani do blokowania objęcia urzędu przez prawidłowo wybranego sędziego.

W tym kontekście szczególnie wymowna jest zmiana retoryki Prawa i Sprawiedliwości. Ugrupowanie, które w 2015 r. zakwestionowało wcześniejsze wybory sędziów i doprowadziło do powołania osób określanych jako dublerzy, przedstawia dziś swoje działania jako obronę praworządności.

Trudno pominąć polityczny wymiar tego stanowiska. Utrzymanie dotychczasowego układu w Trybunale oznacza zachowanie wpływu na organ, który może rozstrzygać o konstytucyjności ustaw, oceniać rozwiązania przyjmowane przez parlament i wpływać na tempo oraz zakres zmian ustrojowych. Może mieć również znaczenie dla politycznych sporów dotyczących odpowiedzialności za działania podejmowane w latach 2015–2023.

Nie oznacza to, że każde stanowisko krytyczne wobec obecnej większości należy automatycznie uznawać za przejaw partyjnego interesu. Oznacza natomiast, że argumenty o obronie Konstytucji należy oceniać z uwzględnieniem wcześniejszych działań tych samych środowisk i ich konsekwencji dla niezależności Trybunału.

Prezydent nie ma prawa weryfikować wyboru sędziego przez Sejm

Zgodnie z art. 194 ust. 1 Konstytucji RP sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera Sejm na dziewięcioletnią kadencję. Konstytucja nie przyznaje Prezydentowi kompetencji do zatwierdzania tego wyboru, weryfikowania jego legalności ani ponownego oceniania kandydatur. W odniesieniu do sędziów TK rola Prezydenta w procedurze ślubowania polega na odebraniu ślubowania od osób wybranych przez Sejm. Nie może on przekształcać tej czynności w dodatkowy etap procedury wyborczej ani uzależniać jej dokonania od własnej oceny wybranych osób.

Stanowisko to znajduje potwierdzenie zarówno w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, jak i w opinii Komisji Weneckiej przyjętej 9–10 października 2026 r. i opublikowanej 13 października 2026 r. w dokumencie CDL-AD(2026)031.

Komisja Wenecka podkreśliła, że z samego faktu odbierania ślubowania przez Prezydenta nie wynika uprawnienie do badania zasadności wyboru sędziego ani procedury, która do niego doprowadziła. Prezydent nie ma kompetencji do oceniania merytorycznego kandydatów, zatwierdzania ich wyboru ani odrzucania kandydatur zaakceptowanych przez Sejm.

Komisja odwołała się przy tym do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 r. w sprawie K 34/15. Trybunał wskazał wówczas, że obowiązek odebrania ślubowania od prawidłowo wybranego sędziego powinien zostać wykonany niezwłocznie. Ewentualne odstąpienie od tej zasady może być uzasadnione wyłącznie wyjątkowymi, obiektywnymi i jednoznacznymi okolicznościami, a opóźnienie powinno ograniczać się do czasu niezbędnego do wyjaśnienia konkretnych wątpliwości. Nie może prowadzić do paraliżu działalności Trybunału.

W przywołanej opinii Komisja Wenecka stwierdziła również, że obowiązek organu państwa do oceny legalności własnych działań nie oznacza uprawnienia do kontrolowania czynności innego organu konstytucyjnego. Prezydent nie może zatem zastępować Sejmu w wykonywaniu kompetencji wynikającej z art. 194 ust. 1 Konstytucji RP.

Wątpliwości dotyczące legalności wyboru sędziego, obsadzenia konkretnego wakatu czy spełnienia ustawowych wymogów przez wybraną osobę powinny być rozstrzygane przez właściwe organy, w przewidzianych prawem procedurach. Nie można ich rozwiązywać przez arbitralne wstrzymywanie czynności, do której wykonania zobowiązany jest Prezydent.

Odmowa odebrania ślubowania nie może blokować objęcia urzędu

Równie istotne jest stanowisko Komisji Weneckiej dotyczące sytuacji, w której Prezydent odmawia odebrania ślubowania lub przez nieuzasadniony okres nie podejmuje działań pozwalających na zakończenie procedury.

Komisja wskazała, że w takich wyjątkowych okolicznościach wymóg ślubowania może zostać spełniony bez fizycznego udziału Prezydenta, pod warunkiem zachowania zasadniczych elementów wymaganej procedury. Ślubowanie powinno zostać złożone w przewidzianej formie, skierowane do Prezydenta, należycie zweryfikowane w oficjalnym dokumencie i formalnie przekazane głowie państwa.

Komisja odniosła się w szczególności do procedury zastosowanej 9 kwietnia 2026 r., kiedy czterech sędziów wybranych przez Sejm złożyło ślubowanie w obecności Marszałka Sejmu, notariusza i innych osób. Dokumenty zawierające treść ślubowania, poświadczone notarialnie, zostały tego samego dnia przekazane Kancelarii Prezydenta. Komisja uznała, że brak fizycznego udziału Prezydenta nie przesądza sam w sobie o nieskuteczności tej czynności, ponieważ Konstytucja nie przewiduje jego udziału w ślubowaniu sędziów TK, a jego funkcja w tym zakresie wynika z ustawy i ma przede wszystkim charakter ceremonialny.

W konkluzji Komisja Wenecka wskazała, że gdy Prezydent przez nieuzasadniony okres nie odbiera ślubowania, należy dopuścić możliwość dopełnienia tej czynności bez jego fizycznej obecności, przy zachowaniu wymaganej formy, adresata ślubowania oraz formalnego przekazania dokumentu. Po prawidłowym dopełnieniu procedury sędzia powinien mieć możliwość objęcia obowiązków i otrzymywania spraw do rozpoznania.

Nie jest to zatem przyznanie Marszałkowi Sejmu kompetencji do zastępowania Prezydenta w dowolnych okolicznościach. Chodzi o przeciwdziałanie sytuacji, w której odmowa wykonania czynności o charakterze ceremonialnym prowadziłaby do faktycznego zablokowania konstytucyjnej kompetencji Sejmu. Komisja wyraźnie podkreśliła, że procedura ślubowania nie może być wykorzystywana do udaremniania skutków prawidłowo przeprowadzonego wyboru.

Ma to zasadnicze znaczenie dla obecnego sporu. Jeżeli Prezydent mógłby według własnego uznania odmawiać przyjęcia ślubowania od osób wybranych przez Sejm, w praktyce uzyskiwałby kompetencję, której Konstytucja mu nie przyznaje. Mógłby w ten sposób decydować nie tylko o formalnym zakończeniu procedury, lecz również o tym, kto faktycznie obejmie urząd sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Taka wykładnia prowadziłaby do odwrócenia konstytucyjnego podziału kompetencji. Sejm dokonywałby wyboru sędziów, ale ostateczna skuteczność jego decyzji zależałaby od uznania Prezydenta. Nie sposób pogodzić tego z zasadą legalizmu, zgodnie z którą organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

Praworządność wymaga przestrzegania Konstytucji, a nie politycznej selekcji sędziów

Praworządność nie polega na tym, że sędziowie związani z jedną większością polityczną zachowują stanowiska, a osoby wybrane przez inną większość nie mogą rozpocząć pracy. Wymaga przestrzegania reguł ustrojowych, poszanowania niezależności sądownictwa i zapewnienia, by o obsadzie oraz funkcjonowaniu organów państwa nie decydował doraźny interes partyjny.

W przypadku Trybunału Konstytucyjnego konieczne jest zarówno usunięcie skutków wcześniejszych naruszeń, jak i niedopuszczenie do powstania nowych. Nie wystarczy zastąpić jednego układu politycznego drugim. Każda procedura naprawcza musi uwzględniać Konstytucję, ustawowe kompetencje poszczególnych organów oraz standardy wynikające z prawa europejskiego.

Nie sposób jednak pominąć historycznych przyczyn obecnego kryzysu. Nie powstał on w próżni. Jego źródłem były m.in. działania podjęte w 2015 r., zakwestionowanie prawidłowo dokonanych wyborów sędziów oraz późniejsze zmiany osłabiające zaufanie do niezależności Trybunału. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy należy oceniać z uwzględnieniem konkretnych decyzji i ich skutków, a nie wyłącznie deklaracji składanych w bieżącym sporze politycznym.

Nie można również akceptować sytuacji, w której jeden organ państwa wykorzystuje przysługującą mu kompetencję do faktycznego zablokowania działania innego organu. Właśnie przed takim mechanizmem ostrzega Komisja Wenecka, wskazując, że procedury obejmowania urzędu powinny zabezpieczać ciągłość i skuteczność działania sądownictwa konstytucyjnego, a nie utrudniać jego funkcjonowanie.

Kryzys Trybunału to problem dla obywateli, przedsiębiorców i całego państwa

Długotrwały spór o skład Trybunału Konstytucyjnego ma konsekwencje wykraczające poza bieżącą walkę polityczną. Dotyczy stabilności prawa, przewidywalności rozstrzygnięć oraz zaufania do instytucji publicznych. Dla obywateli i przedsiębiorców znaczenie ma nie tylko treść poszczególnych wyroków, lecz także pewność, że organ rozstrzygający o konstytucyjności przepisów działa w sposób niezależny i zgodny z obowiązującymi regułami ustrojowymi.

Wątpliwości dotyczące składu Trybunału mogą prowadzić do sporów o skutki jego orzeczeń i utrudniać jednolite stosowanie prawa. Problem ten dotyczy również sądów powszechnych oraz organów administracji, które muszą uwzględniać rozstrzygnięcia TK, a zarazem respektować standardy wynikające z prawa Unii Europejskiej.

Dla środowiska politycznego, które przez lata miało istotny wpływ na obsadę i funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, utrata wpływu na Trybunał może mieć dodatkowe znaczenie. Organ ten może bowiem rozstrzygać o konstytucyjności regulacji dotyczących rozliczeń działań poprzednich władz oraz innych zmian legislacyjnych. Nie przesądza to o motywach konkretnych polityków, ale pokazuje, dlaczego spór o TK ma również wymiar strategiczny.

Odbudowa autorytetu Trybunału wymaga działań, które przywrócą zaufanie do jego niezależności i legalności składu. Nie może polegać ani na utrwalaniu skutków wcześniejszych naruszeń, ani na tworzeniu nowych rozwiązań, których zgodność z Konstytucją pozostaje wątpliwa.

Praworządność nie wróci sama. Jej odbudowa wymaga przestrzegania konstytucyjnych reguł, odpowiedzialności za wcześniejsze naruszenia i konsekwentnego oddzielenia sądownictwa od bieżącej walki politycznej. Trybunał Konstytucyjny powinien być gwarantem nadrzędności Konstytucji, a nie instrumentem zabezpieczania interesów któregokolwiek obozu władzy.

Prezydent nie może zastępować Sejmu w wyborze sędziów ani wykorzystywać ślubowania do uzyskania kompetencji, których Konstytucja mu nie przyznaje. Jeżeli odmowa odebrania ślubowania staje się narzędziem blokowania objęcia urzędu przez prawidłowo wybrane osoby, przestaje służyć realizacji procedury, a zaczyna podważać konstytucyjny podział kompetencji.

Dopóki skład Trybunału i sposób jego funkcjonowania pozostają przedmiotem poważnych zastrzeżeń prawnych, dopóty kryzys zaufania do tej instytucji nie zostanie rozwiązany. Prawdziwa odbudowa praworządności będzie możliwa dopiero wtedy, gdy Trybunał Konstytucyjny stanie się niezależnym sądem, a nie politycznym zabezpieczeniem którejkolwiek ze stron sporu.

autor: Gabriel Jackowski

Share this post

KANCELARIA PRAWNA JACKOWSKI

Każdy problem ma rozwiązanie

Znać prawa nie znaczy trzymać się słów ustaw, lecz ich treści i mocy działania.